Czerń, odrobina bieli (kropki na sukienkach), czerwień. Czerwień dozowana, nie każdemu po równo. Czerń i kropki takie same dla każdej, czerń dla mężczyzn szczególnie, ale z czerwienią ostrożnie, nie każdemu dana, przeznaczona. / Ewa Noworzyn-Pilch

REPERTUAR FESTIWALU 

 

I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.

Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.”

(Jan Lechoń)

 

- Zgaduj widzu, zgaduj, gdzie jest klucz! - prowokują realizatorzy spektaklu.

Więc spróbuję, bo lubię rebusy.

Spektakl Sceny Premier Invitro w Lublinie zapada w pamięć zabiegami formalnymi, a najważniejszym z nich jest operowanie symbolami. Ascetyczna scenografia - 7 haków do podwieszania ładunku (rzeźnickie?) z tyłu wydłużonej niczym wybieg dla modelek sceny, jeden hak na środku wybiegu; umieszczone na widowni instalacje z grubego drutu o ludzkich kształtach – i tyle. Scenografia ożyje za sprawą mistrza ceremonii w katowskim fartuchu i z przepaską na oczach. On w rytmie mocnych akordów gitary będzie tworzył cezurę dla kolejnych historii – historii o miłości, albo też o relacji, którą ludzie zwykli miłością nazywać.

Czymże jest miłość? - to pytanie stawiane widzom przez Joëla Pommerata i powtarzane przez reżysera spektaklu „Ponowne zjednoczenie Korei” - Łukasza Witta-Michałowskiego.

Na odpowiedź lub podpowiedź należy zaczekać. Wcześniej poznamy przejmujące historie o różnych ludzkich relacjach z problemem miłości się mierzących.

Naliczyłam ich aż jedenaście. Tworzą cały wachlarz ludzkich nieszczęść, ale przedstawię wybrane:

1) Postać kobiety niczym w prologu zapowiada sens następnych historii – nie wierzy w miłość, bo nie zaznała jej przez 20 lat pozornie szczęśliwego małżeństwa (mąż-inteligent „pracujący w edukacji”, dzieci, wspólne zainteresowania) i chce się rozwieść, bo woli samotność, niż brak miłości.

2) Sprzątaczka, która liczy na alimenty od byłego męża, a z drugiej strony marzy jej się powrót do tego, co było na początku ich małżeństwa.

4) Sąsiad i sąsiadka, którzy powtarzają, że kochają swoich partnerów, że cenią w miłości elegancję i zaufanie. Próbują muzyką i naiwnym powtarzaniem zapewnień o miłości do żony, męża zagłuszyć własne przeczucia a nawet pewność, że są zdradzani i przekreślają szansę na miłość, która by mogła właśnie ich, odrzuconych połączyć.

6) Uprawiająca seks para, w której ona jest prostytutką a on odwiedzającym ją od 10 lat klientem. Mężczyzna chce odejść, kobieta żąda nie pieniędzy, ale czasu, który ma spędzać z nią na codziennym rytuale obiadu – zamiast miłości chociaż wspólne jedzenie (jak w starym małżeństwie?).

8) Mąż od dwóch lat jeżdżący do zakładu, w którym przebywa jego chora na amnezję żona niepamiętająca jego imienia, ale spragniona fizycznej bliskości.

10) Rodzice chłopca oskarżający wykonującego z zaangażowaniem i miłością swoją pracę nauczyciela o skłonności pedofilskie i skrzywdzenie ich syna, którego nie potrafią kochać...

Ostatnia, jedenasta historia przełamuje porządek spektaklu, który rozpada się na krótkie akty poprzedzielane wciąż tym samym rytuałem – mężczyzna w katowskim fartuchu odwieszający w rytm muzyki na hak kolejny ludzki kształt z grubego drutu. Uśmiercający, a może jedynie dobijający kolejną nadzieję na miłość.

Ostatnia historia zaburza także widoczną wcześniej powtarzalność kostiumów w tonacji czerni i bieli. Czasem odrobina czerwieni. Więc szalik, kamizelka, pled, róża, dużo róż w walizce, muszka, korale, spodnie. Kolor – zamiast słowa.

Ostatnia historia niczym exodos wybrzmi pieśnią Leonarda Cohena - „Waiting For The Miracle”. Połączy niewidomą dziewczynę w czerwonej sukience z mężczyzną w katowskim fartuchu. Dziewczyna wierzy, że dzięki miłości wszystko pójdzie dobrze.

Jak Korea Północna z Koreą Południową zjednoczą się Ślepa Miłość ze Śmiercią (tym Śmiercią), by oczekiwać narodzin. Czyich? Może człowieka.

Dziewczyna wierzy. Może warto jej zaufać? Cuda ponoć się zdarzają.

 

Ewa Noworzyn-Pilch