- stwierdza Dorota Ignatjew dyrektor Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. / Wojciech Cydzik

REPERTUAR FESTIWALU

Diabeł i tabliczka czekolady” to pani pierwsze przedstawienie po objęciu dyrekcji w lubelskim teatrze. Czy można powiedzieć, że jest programowe?

Pierwsze były „Klątwy”. A ten spektakl, nawiązujący do lokalności, na pewno wytycza nowy kierunek szlaku teatru Osterwy, który miał inny model. Jest największym i najważniejszym teatrem w regionie, zawsze był otwarty na klasykę. Teraz chciałabym go otworzyć też na to, co nowe.

Szukając nowego szlaku sięgnęliście po reportaż.

Akurat tak się złożyło, że Piotr Reszka za swoje reportaże dostał nagrodę im. Kapuścińskiego. Nie wyobrażałam sobie, że teatr może po nie nie sięgnąć. One są trudne, ale atrakcyjne. Byłam już po doświadczeniach w Teatrze Zagłębia, czyli po tematyce lokalnej, ale reportaży jeszcze nie dotykaliśmy. Dla mnie to było coś nowego. Czułam, że teatr musi się tym zająć. To intuicja. Chciałam też zmienić optykę, pokazać tych ludzi, żeby przejrzeli się w obrazku teatralnym.

I przeglądają się?

Tak, odbierają bardzo emocjonalnie i dużo śmieją się na tym spektaklu.

Czy to rzeczywiście oni? Większość bohaterów tych reportaży raczej nie chodzi do teatru.

Ale chodzą, ci którzy te reportaże czytają. Zawsze jest ktoś, kto wie, że w domu obok nie ma toalety, albo że w mieście była dzieciobójczyni. To są historie, które oni znają. Chodzi o przyjrzenie się mentalności. Śmiech jest reakcją obronną. Osoby opisane przez Piotra Reszkę zetknęły się fizycznie z czymś, co jest popularnością poprzez wydanie jego książki. Myślę, że teatr jest dla nich mniej ważny, największą trudnością było udzielenie wywiadu Piotrowi.

Czy teatr, wystawiając reportaż, nie konkuruje z dziennikarzami, bo przecież to oni powinni nagłaśniać, np. brak toalet?

Ale przecież przekładamy to na język teatru a nie na język publicystyki. To jest jeden z ważnych spektakli, bo nawiązuje do rzeczywistości. Teatr zawsze był otwarty na klasykę, na wielkie i znane tytuły oraz role. I nagle widzowie dostali zupełnie inny gatunek. Zobaczyli, że to też jest teatr. To forma jakiegoś progresu i rozwoju. Robię to, co uważam za uczciwe. Gustu nie zmienię, nie zmienię swojego upodobania ani myślenia. Szanuję widza i dlatego dozuję mu ten nowy teatr. Cały czas w repertuarze są wielkie tytuły, a ja z kolei staram się realizować misję teatru, który ma być lustrem rzeczywistości. I bardzo ważne jest, żeby ci ludzie zobaczyli siebie w tym lustrze, albo tematy i ulice, które znają, bo to zawsze inaczej działa.

W waszym spektaklu w pewnym momencie do widzów przychodzi bohater jednego z reportaży, opowiada o sobie, to już jest rzeczywistość a nie lustro.

To jest puenta. Życie to jest teatr. Widz, który siedzi obok, to też jest reportaż, ja jestem reportaż, pan też. A z drugiej strony bądź czujny na tego, który jest obok, bo to może być ten bohater, któremu należy współczuć, podać rękę albo pomóc.

Dziękuję za rozmowę,

Wojciech Cydzik