Murzynek Bambo w Afryce mieszka... No właśnie sęk w tym, że nie w Afryce, a w Polsce. Czarny w Polsce? Daj spokój, wracaj do swojego kraju. Arabskie korzenie? Terrorysta, ty też się stąd wynoś. Chwila, może ty jesteś TURYSTĄ? Przestań, czego ty chciałbyś szukać w tym kraju? Że niby chcesz zostać nowym Otellem?

Wydaje się, że takie postawy są jedynie hiperbolą, zdarzają się jedynie w filmach, materiałach akcji antyrasistowskich czy w anegdotkach na temat Stanów Zjednoczonych. Prawda jest zgoła inna – to wciąż się dzieje, i to na każdym kroku. Po prostu nie przykładamy do tego większej uwagi, ponieważ nie wygląda to w tak, jak w mediach. Temat więc wciąż aktualny, a spektakl „Czekając na Otella” ukazuje prawdę w niesamowicie wymowny sposób. W końcu jak uzmysłowić coś ludziom, jeśli nie opowiadając im o własnych doświadczeniach?

Po krótkim czasie wątek castingu do roli Otella, który to rozpoczyna spektakl, zszedł na dalszy plan i zastanawiałam się jedynie, dlaczego społeczeństwo jest takie niesprawiedliwe i szufladkuje jednostki ze względu na kolor skóry, wyznanie, orientację seksualną. Tak nie powinno być, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż mamy utarte przekonania. A tak właściwie jedynym, czego nam brakuje, jest wzajemny szacunek.

Niewątpliwie największym atutem spektaklu był humor. Aktorzy nie krępowali się żartować z samych siebie, wyglądu, pochodzenia, czy polskiej kultury. Rota w połączeniu z popularną anglojęzyczną piosenką mogła być ryzykownym zagraniem, jednakże skutek był nadzwyczaj pozytywny – ludzie opuszczali salę z uśmiechem, nucąc melodię. Nie obyło się bez żartów zarówno z Sosnowca, jak i Śląska, interakcji z widownią (żałuję, że nie siedziałam w pierwszym rzędzie!), kilka przerobionych, popularnych melodii i pewnej dozy sarkazmu. Mi ułatwiło to odebranie przekazu. Mało kto lubi siedzieć na smętnych, na siłę poważnych spektaklach o tematyce ucisku społecznego, ponieważ widzieliśmy to już zbyt wiele razy. Trzeba było czegoś z jajem – i to otrzymaliśmy.

Chwileczkę, a tak właściwie po co ci te tatuaże na twarzy? Nie odzywaj się, ty masz na plecach Afrykę. To nic nie zmienia, i tak do końca życia będziesz grać role czarnoskórego kumpla, kucharza, terrorystę. Ale czy coś w tym złego? Każdy ma swoje atuty, pozwalające na zagranie konkretnej roli. Czy to Otella, czy Mozarta, czy recenzenta piszącego dla „Teatralnika”.

O Mozarcie mówiąc. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad umiejętnościami Grzesia. Nie dość, że perfekcyjnie opanował granie na klawiszach, to jeszcze uraczył nas śpiewem i beatboxem. Sądziłam, że nie będzie tutaj zbyt wielkiego udziału, jak widać, nie mam dobrej intuicji... Na szczęście.

O czym ja to? Ach, no tak. Bądźmy zadowoleni z naszego kraju, mimo jego niedociągnięć. Czujmy dumę, śpiewając nasz hymn.

Aktorom życzę, by rozkrok pomiędzy Polską a Afryką nie był aż tak bolesny.

A pozostałym wzajemnego szacunku.

Ja nazywam się Alicja i szanuję wszystkich czytających ten artykuł. Reszta leży w waszych rękach.

A.M.

Stowarzyszenie Teatralne EKIPA Warszawa
„Czekając na Otella”
scenariusz i reżyseria: Jan Naturski