Tocząca się w centralnym, warszawskim, świecie teatralnym dyskusja dotykająca tego, gdzie dziś jest teatr dociera do nas z kilkuletnim opóźnieniem. „Klęski w dziejach miasta”, 

spektakl, z którym przyjechał kaliski Teatr Bogusławskiego nie jest pierwszą realizacją w Polsce, która stara się wpasować w konteksty opowieści lokalnych i wejść w miasto poprzez scenę.

 

Wyprzedziło go wiele rozmów i realizacji początkowo pojawiających się w stolicy, z czasem w mniejszych ośrodkach. Kaliski spektakl ma jednak tę zaletę nad większością w regionie śląskim, że w ogóle powstał.

Spektakl mówiący o miejscach, nie-miejscach. Przestrzeni, która rodzi się nie tylko z namacalnej rzeczywiści, ale z tego, co wiążę się z ludźmi daną przestrzeń zamieszkujących. Kalisz zrobił to, czego dalej ani Zabrze, ani Gliwice i Chorzów nie potrafią – wsłuchał się w miasto. W jego rytm, poczucie czasu i historii, krzywd jakie wyrządzono tym murom i klątwie, która spoczywa nad każdym małym miasteczkiem w Polsce. Bo nie mieć jakieś zarazy w dziejach, to jak obelga dla każdego burmistrza i wójta. Małe miasteczka są do siebie łudząco podobne. Najczęściej posiadają legendę bądź dwie, stary kościół, piękny rynek, na obrzeżach miejsce-świadectwo okrutnej historii i kilka postaci encyklopedycznych, których imiona noszą dumne ulice przy Urzędzie Gminy. A przecież to tam pączkuje Polska – tam są Ci wszyscy niezdecydowani z sondaży wyborczych i przeciętni Polacy z badań CBOS.

Otóż Weronika Szczawińska wraz z Magdaleną Grudzińską wiedzą o co chodzi w „teatrze miejskim” – nie jest to idea teatru środka, czegoś wyblakłego i nudnego albo, czym gorzej, na siłę intelektualnego. W tym, co zrobiły, widać prawdziwą troskę o wspólnotę, o dialog z miastem. Tego nie robi się jednym spektaklem, wsłuchanie się w te szmery, szepty, z palcem ściszającym otoczenie przy ustach trochę trwa. Nie tak łatwo przebić się przez jazgot mediów, ale gdy już się uda zyskujemy coś niesamowitego. Oto nagle Kalisz, Gniezno, Wałbrzych czy inne miasta które próbują tego eksperymentu, przyciągają do swoich scen ludzi, których nigdy tam nie było. Dlaczego? Bo nagle na scenie dzieje się coś, co jest ich elementarną częścią, wobec czego nie mogą być obojętni – to próba zbudowania nowej agory.

FP