– mówi Kuba Kowalski reżyser i współautor z Julią Holewińską „Good night cowboy”.

Przez pewien czas można myśleć, że akcja pana przedstawienia toczy się w Ameryce. Słyszymy muzykę z westernów, bohater ubrany trochę po kowbojsku, siada kładąc nogi na stole. Myślę, że tylko z pierwszych rzędów widać, że klienci płacą mu złotówkami.

Nawiązujemy do mitu kowboja jako mitu męskości, wolności, niezależności i siły. Bohater został wychowany na westernach. Poza tym męskie prostytutki często przyjmują tożsamości archetypów męskich - strażak, policjant, żołnierz albo kowboj. Za kowbojem przyszła muzyka westernowa i amerykańska, i mamy Amerykę jako naiwne wyobrażenie kraju wielkiej przestrzeni i wolności, zderzoną z Polską B albo C, albo D, albo jeszcze dalszą.

Po której wędruje „kowboj”. Na spotkaniu z widzami powiedział pan, że to jest przedstawienie drogi, ale bohater wędruje czy ucieka przed samym sobą?

To jest pytanie, które dobrze by było, żeby zadał sobie widz. Tak naprawdę opowiadając o tym, od początku nie chcieliśmy mówić o problemie prostytucji jako jakiejś pladze społecznej. Zastanawiała nas sytuacja, bardzo specyficzna i szczególna, wcale nie opisująca tego zjawiska w sposób wyczerpujący, w którym bohater para się prostytucją z wyboru a nie, tak jak ogromna większość parających się nią ludzi, z powodów materialnych. Wychodzimy bardziej z ducha Geneta, – prostytucja jest wyborem, wyborem nie zapuszczania korzeni, nie budowania relacji, przechodzenia od ciała do ciała, od łóżka do łóżka, nie przywiązując się. Co w tym jest? Czy rodzaj piękna? Siły? Drogi? A ile w tym jest ucieczki, samotności, cierpienia? Celem spektaklu nie jest udzielanie jednoznacznych odpowiedzi.

Odżegnuje się pan od wymiaru społecznego, ale wśród klientów głównego bohatera są przedstawiciele różnych środowisk.

Oczywiście, to są ludzie z krwi i kości, cała paleta różnych postaci – media, kombatant, lekarz... Wszędzie znajdziemy homoseksualność.

Chciałbym się przyłączyć do tych widzów, którzy w klubie festiwalowym mówili, że scena publicystyczna zepsuła tę opowieść. Nie wiadomo dlaczego na chwilę przerwała ją w połowie.

Niektórzy mówią, że rozsadza spektakl, inni że nie. Od początku budziła kontrowersje - już na etapie prac nad przedstawieniem słyszałem o niej różne opinie. Dziś konsekwentnie broniłem tej sceny. Bo opowieść o drodze tego chłopaka, ale też świat, który ma się wyłonić, całe tło - to co pan nazwał przekrojem społecznym - bez niej byłoby niekompletne. Ona jest zrobiona wyłącznie z autentycznych cytatów, te statystyki są autentyczne, posługują się nimi ludzie, którzy walczą z homoseksualizmem jako problemem społecznym. Bohater w tym momencie staje przed nimi i to jest istotne. Bo to oni nazywają go homoseksualistą. On tak się nie określa. On świadczy usługi dla mężczyzn. Nawet wprost mówi: „Nie jestem pedałem, tylko rucham się z facetami”. To „ruchanie z facetami” nie czyni z niego pedała. Tak postrzega ten problem. To że przychodzi grupa ludzi, która nazywa go homoseksualistą, to że wylicza, co to za rodzaj choroby i do czego prowadzi, to jest po ich stronie.

Dziękuję za rozmowę.
Wojciech Cydzik