- wyznaje Zbigniew Brzoza, reżyser i współautor „Obwodu głowy”.

W klubie festiwalowym mówił pan, że praca nad „Obwodem głowy” zaczęła się od dochodzenia do losów bohaterów – polskich dzieci poddanych germanizacji, część z nich wróciła po wojnie, inne zostały w Niemczech. Czy trafił pan na historie bardziej poruszające od tych opowiedzianych w przestawieniu? 

Nie. Były, takie, które dopełniały ten obraz. Alodia Witaszek opowiadała, jak po przyjeździe do Polski, jej polska mama, ze względu na panującą w domu biedę, spruła sukienkę zrobioną przez jej niemiecką mamę i przerobiła ją na dwie sukienki. Inna historia to opowieść, która nie zmieściła się w tym przedstawieniu, o dramacie Witaszkowców, czyli o poznańskim ruchu oporu. Nie zmieściło się też opowiadanie o losie Marii Witaszek. Nie mówimy też o polskich dzieciach, które odbierane od rodzin niemieckich trafiały do domów dziecka. Chociaż miały w Niemczech kochające rodziny, swoje dzieciństwo spędzały w biedzie powojennych polskich domów dziecka, gdzie jako dzieci niemieckie były traktowane z pogardą przez rówieśników.

Te historie to materiał na kolejny spektakl, czy zamierza pan wrócić do tematu?
Nie mam takiego zwyczaju, bo najważniejszą rzecz - konflikt między dobrem jednostki a jakimś pozornym dobrem narodu - została opowiedziana w tym spektaklu.

Mówiąc o dobru jednostki myśli pan o dzieciach. A rodzice? Ci, którzy odzyskiwali dzieci, mieli zwykle dużo gorsze warunki niż rodziny niemieckie, ale to były ich dzieci.
O tym mówi Alodia opowiadając o Halinie Witaszek - gdyby ci rodzice wiedzieli z jak szczęśliwych rodzin zabierają dzieci, to nie odbieraliby ich. Co jest ważniejsze? Egoizm matek czy dobro dziecka? Gdzie jest miłość?

Trzeba wybierać dobro dziecka albo dobro matki?
Stawiając się po stronie dobra matki odbiera się dziecku szansę na szczęśliwe życie.

Trudności techniczne sprawiły, że pana przedstawienie na festiwalu rozpoczęło się z ponad godzinnym opóźnieniem. Czy to pech poniedziałku?
Stało się coś niezależnego ode mnie ani od nikogo. Zepsuł się istotny element scenografii. Uważam, że fantastycznie udało się z tego wybrnąć. Spektakl był opóźniony o godzinę, ale świat się nie zawalił.

 

Dziękuję za rozmowę.
Wojciech Cydzik