- przewiduje Lech Raczak, przewodniczący jury XIV Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona”. - Wywiad Cydzika

Dlaczego zdecydował się pan na jurorowanie w Zabrzu?

Co parę lat przyjmuję zaproszenie do jakiegoś jury, bo to mi pozwala w krótkim okresie zobaczyć jakiś fragment tego, co dzieje się w polskim teatrze. Nie mam czasu żeby jeździć po premierach. Taki festiwal daje wgląd przynajmniej w pewną część życia teatralnego. Nie interesują mnie te modne teatry, które robią w jednym stylu i należą do dominującej sieci. W Zabrzu mam przegląd teatrów raczej prowincjonalnych, z mniejszych miast, wyjątkiem są Łódź i Szczecin. Mam często poczucie, że tam bywa ciekawiej niż w metropoliach. Bardziej różnorodnie. Dlatego przyjechałem do Zabrza. Teraz w Polsce jest tak, że podstawowym przeglądem dramaturgii jest konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, do którego zgłasza się około 100 przedstawień. Tu są przedstawienia, które miały tam sukces, ale też przedstawienia obcej dramaturgii. To pozwala na konfrontację części tego, co powstaje w Polsce, z częścią tego, co powstaje na świecie. Czasem widać przepaść między doborem dramatów. To co zaproponował na przykład teatr łódzki wobec - niby podobny temat, bo też o panu Bogu – Współczesnego ze Szczecina, to jest przepaść w myśleniu o teatrze i o funkcji społecznej teatru.

To Festiwal Dramaturgii Współczesnej; czy ktoś kto zobaczy tutaj wszystkie przedstawienia, będzie miał pojęcie o tym, co dzieje się z tą dramaturgią w polskim teatrze?

Nie. Hasło „Rzeczywistość przedstawiona” jest trochę mylące, trochę się rozmywa. Nie da się tutaj – jak sądzę – przeprowadzić diagnozy na temat życia społecznego. Ale myślę, że da się zaryzykować diagnozę na temat tego, czym żyje polski teatr w małych miastach. Przy czym mam takie prywatne „zboczenie”. Wolę prowincję niż metropolie. Zdarzało mi się pracować w różnych teatrach, ale wolę pracować w Legnicy niż we Wrocławiu czy Warszawie. W małych teatrach aktorzy, zespoły mają głód żeby zmieniać codzienność, w której żyją. Im się da więcej zaproponować w sensie ekspresji, w sensie emocjonalnego włączenia się w pracę, niż na tych scenach gdzie połowa aktorów dorabia w serialach.

Mówi pan „funkcja społeczna”, „chęć zmieniania rzeczywistości”. Czy teatr rzeczywiście może jeszcze cokolwiek zmienić?

Pewnie nie może już nic zmienić. Choć może jeszcze wypływać na poszczególnych ludzi, na ich wiedzę o świecie, na ich gusty, ich postawy. Może wzniecać, chociażby krótkotrwałe, wątpliwości i dyskusje, na jeden wieczór, na rozmowy z przyjacielem. Ale myślę, że tak w gruncie rzeczy, to jest istotne. Sądzę, że w naszej cywilizacji teatr będzie zanikał. Na szczęście ja tego nie dożyję, ale tak będzie. Najdłużej utrzyma się teatr dla dzieci, reszta będzie powoli odchodzić w cień. Ale to będzie długotrwała walka, opór i męka.

Czy patrząc na to, co dzieje się dzisiaj z teatrem, zdarza się panu płakać?

Nie, przyzwyczaiłem się. Jak człowiek starzeje się to wzrasta poziom cynizmu. Więc to mnie chroni i nie płaczę. Jestem bliższy płaczu nie wtedy kiedy oglądam wysiłek teatru z Gorzowa czy na przeciwnym biegunie z Cieszyna, płakać mi się chce, gdy oglądam to, co jest największym sukcesem oficjalnym polskiego teatru.

Dzisiaj nie założyłby pan już takiego teatru jak „Ósemki”?*

Ciągle pracuję na własną rękę. W Poznaniu wciąż robię małe przedstawienia poza instytucjami teatralnymi i wtedy mam inny, własny plan na teatr, którego nie zamierzam nikomu narzucać. Więc już nie wygłaszam manifestów, ale jestem skłonny doceniać wszystkie strategie, które mają prowadzić do tego, żeby teatr zachował kulturowy i społeczny sens.

Rozmawiamy w czwartek po przedstawieniu „Ony” z Gorzowa. Zapytam już teraz: kto wygra nasz festiwal?

- (zdziwienie, trochę śmiech) Nie wiem. Nie mam najmniejszego pojęcia, mamy jeszcze przed sobą parę przedstawień. Jeszcze nic na ten temat nie uzgadnialiśmy. Mam poczucie tylko, że nie zawsze nasze typy muszą się pokrywać z nasileniem braw na sali.

Dziękuję za rozmowę.
Wojciech Cydzik

*Oczywiście zjadła mnie trema. Zapytałem o „siódemki”. – „Ósemki” wyrozumiale poprawił rozmówca.