Począwszy od koncepcji filozoficznych i religijnych, skończywszy na literaturze science fiction, człowiek od zawsze poddaje się niekoniecznie uświadomionej teodycei, głównie z powodu tego istotnego słowa „sapiens” w naszej nazwie gatunkowej. Pewnych rzeczy o naturze dobra i zła nie wiemy i bez względu na przekonania religijne, w tym życiu (o ile istnieje jeszcze jakieś inne życie poza nim) się nie dowiemy. Odnoszę jednak wrażenie, że czasami niewiedza nadaje sens naszemu życiu. Bez wątpienia gdyby nie niektóre pytania, nie byłoby również prób odpowiedzi – takich, jak „Droga śliska od traw”.

Spektakl Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy był dla mnie sporym zaskoczeniem. Zostałam zmylona tytułem, a trzymając się swojej własnej polityki nieczytania wcześniej niczego o spektaklach, które mam obejrzeć, żyłam w przekonaniu, że coś o tak poetyckim, delikatnie brzmiącym tytule takie właśnie będzie – niekoniecznie konkretne, może nawet lekko usypiające, z całą pewnością nie szokujące. I nie mogłam się bardziej pomylić. Dawno nie widziałam czegoś tak oddziałującego na widza; czegoś o ludziach, z którymi po prostu nie chcemy się identyfikować, których jednak tak mocno w siebie wchłaniamy podczas oglądania, że można się pod koniec przerazić; wreszcie – czegoś dziejącego się tak daleko, a jednak tak blisko.


Uwiodło mnie rozplanowanie sceny – takie, że nie można stwierdzić, z którego punktu najlepiej byłoby oglądać spektakl, ponieważ każdy jest w pewnym sensie najlepszy. Zachwycają nieliczne rekwizyty, gra światłem, dźwiękiem oraz tworzenie trójwymiarowej przestrzeni przez niesamowicie klimatyczny rzut uczynionego grubą kreską szkicu „kolorytu lokalnego”. No i postaci – świetnie zarysowane, jeszcze lepiej odegrane, rodem ze świata, gdzie każdy ma swoją „patologię”; świata rzeczywistości przedstawionej. Rzeczywistości ponurej, przeraźliwie bezsensownej, jednak nie bez odrobiny nadziei, kiedy do widza dotrze morał tej historii: jedyne zło, jakie istnieje, to to, które nosimy w sobie. Szatan przechadza się wokół nas, jednak nie popycha, nie wkłada noży w ręce. Może się jedynie potknąć, idąc przez wieś, i na dłużej u nas zatrzymać – wszystko jednak w innym celu. Nie ma się czego bać, to zło, to tylko człowiek. A to w zasadzie jest jeszcze bardziej przerażające niż druga opcja.


I gdybym miała coś w tym spektaklu skrytykować, byłoby to właśnie zakończenie. Lekko moralizatorski ton Szatana dopowiada to, co powinniśmy byli dostrzec sami i odbiera odrobinę radości z własnych, nie ubranych jeszcze w konkretne słowa przemyśleń i emocji. Także – uwaga, spoiler! - fakt, że Jasiek jednak przeżył bliskie spotkanie z łańcuchem, może być odrobinę szokujący i wybijający z rytmu. Jego narracja spina jednak całość i chociaż życzylibyśmy sobie, aby tak nie było, gdyż postać ta udowodniła, że wcale nie jest lepsza od innych, może po prostu tak już w życiu jest? Lekka przewrotność może być również plusem tego spektaklu i postaram się tak to rozpatrywać.


Wiele uwagi podczas konferencji dedykowanej spektaklowi zostało poświęcone postaci Szatana/Diabła i sądzę, że słusznie. Sama przeżywałam okresy fascynacji ideą postaci będącej uosobionym złem tudzież zwątpieniem. Również obecna moda na postaci psychopatów, którzy święcą triumfy w kulturze popularnej sprawia, że ta postać niezwykle dobrze wpisuje się w ten krajobraz - poprzez jej specyficzne przedstawienie można by zwątpić w jej przynależność do tej plejady, jednak nic bardziej mylnego. Jest coś niepokojącego w postaci odgrywanej przez Grzegorza Wojdona; specyficzna aura go otaczająca niejednokrotnie sprawiała, że w kluczowych momentach akcji dosłownie wyrastał on jak spod ziemi i do tej pory mogę się tylko zastanawiać, czy stał on tam wcześniej, czy może pojawił się dopiero później, a znaczenie tego może stanowić temat bardzo długiej analizy. W każdym razie – żadna jeszcze postać samą swoją obecnością i obserwowaniem innych nie wywołała u mnie takich uczuć.


Przemawiający do wyobraźni obraz wsi nie-spokojnej i nie-wesołej na długo pozostanie w mojej pamięci. Na jeszcze dłużej zachowam zapewne zestaw „pytań towarzyszących” - i wątpliwości, jakie mógł we mnie zasiać ten spektakl. Całość zapamiętam jako jedną z najlepszych rzeczy, które kiedykolwiek widziałam, jedną z nielicznych, gdzie świetny, pełen głębi scenariusz został zrealizowany w godny sposób i gdzie wszystko idealnie się połączyło, tworząc coś tak wstrząsającego.

Karolina Kuś