Najlepszą filozofią na XXI wiek jest personalizm. Stanowi odpowiedź na wszechobecne uprzedmiotowienie osób płci obojga, zwraca uwagę na wartości wyższe i podkreśla znaczenie godności ludzkiej – w dużym skrócie, stanowi totalny antagonizm wszystkiego, co w swoim pesymistycznym wyobrażeniu przyszłości w dramacie zawarł Jarosław Murawski, a co przedstawili na żywo w ostatnim ze spotkań z cyklu czytania dramatów aktorzy Pracowni Teatralnej Młodzieżowego Domu Kultury Nr 2.

Historia niebanalna i nienowa, podejście za to nowatorskie i zaskakująco głębokie. Oto obserwujemy dwa podejścia do utopijno-dystopijnej rzeczywistości, gdzie za cenę jedynie trzydziestu tysięcy (waluta niesprecyzowana) można nabyć wybrankę lub wybranka swojego serca, idealną pomoc domową i podporę w przyszłych trudach starości – której to ona lub on raczej nigdy nie przeżyją, są bowiem mechaniczni. Z jednej strony – M., dla którego wzięcie do domu humanki to lekarstwo na problemy w relacjach z kobietami, który w pewnym momencie akcji przeżywa dylemat rodem z „Ja, robot”, kiedy Shi, jego nowa towarzyszka, okazuje się zaskakiwać samoświadomością. Z drugiej strony Jo, której tęsknota za prawdziwą miłością prześwituje spod rzekomo chłodnego osądu rzeczywistości, i której uszczypliwe uwagi dotyczące różnic między zamawianiem humanek i humanów są niemal małym manifestem feminizmu (wzięcie kobiety jest tańsze niż wzięcie mężczyzny; tylko dla kobiet przewidziano specjalną „porodówkę” - mężczyźni zaś nie czują potrzeby emocjonalnego wiązania się z nowymi partnerkami i już w drodze do domu zdarza im się „konsumować związek”, niejednokrotnie z użyciem przemocy). Dwa podejścia do sprawy, która sama w sobie jest moralnie wątpliwa. Dwa błędy. Nie po raz pierwszy okazuje się, że nic nie jest czarno-białe.

Realizacja tego czytania pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie po raz pierwszy spotykam się z czytaniem dramatu, gdzie więcej prawdziwego zaangażowania niż w „dorosłych spektaklach”, o ile mogę się tak wyrazić. Na pewno nie zawiodły dekoracje, a i światło zostało dostosowane do potrzeb występu w sposób zdecydowanie profesjonalny, podczas gdy forma sugerowałaby mniejszy nacisk na sprawy techniczne. Nie znam samego tekstu Jarosława Murawskiego, jednak wszystkie cięcia, które zapewne w nim zaszły, zostały poczynione na tyle sprawnie, by całość nie straciła na sensie, wymowie i spójności.

Motyw androidów w kulturze to niekoniecznie coś szokującego. Szokuje jednak w pewnym sensie „aktualność” przedstawienia tego zjawiska w dramacie Murawskiego. Czy nie jest w istocie tak, że gdyby istnienie takich cudów techniki stało się faktem, ich głównym celem byłoby wyciąganie z ludzi pieniędzy, a przeznaczeniem seks-biznes? Przeczytany dramat nie utracił swojego sensu – przeciwnie, odegrany zyskał nawet kilka nowych.

Karolina Kuś