Przepis na teatralny sukces: trzeba uwielbiać Śląsk, mówić po angielsku, być kibicem żużla, korzystać z google i bywać na placach zabaw – tak w Gorzowie robi się przedstawienia, które wchodzą do finału Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. - Okiem Cydzika

Z dyskusji w klubie festiwalowym po „Onym” można odtworzyć kulisy powstania spektaklu. Są jak scenariusz sensacyjnego filmu, pełno w nich zaskakujących zwrotów akcji. 

- Dostałem ten tekst od dziewczyny – zwierzył się dyrektor gorzowskiego teatru Jan Tomaszewicz i od razu dodał - która pochodzi spod Gorzowa, bo z Międzyrzecza.

Mowa o Marcie Guśniowskiej, będącej obecnie kierownikiem literackim teatru w Białymstoku. Dyrektor zachwycił się tym, co otrzymał. Autorce powiedział: „Nie wypuszczę go”, a ona oświadczyła, że „Onego” napisała z myślą o teatrze lalkowym i chce, żeby tam został wystawiony. Sytuacja wyglądała na patową, na szczęście dyrektor użył angielskiego. – Powiedziałem „no way”. Robimy to.

Autorkę przekonał, ale na drodze do realizacji stanął kolejny problem – brak reżysera. – Zacząłem go szukać wśród tych, o których piszą kolorowe gazety – opowiadał szef gorzowskiego teatru. Bardzo szybko zmienił kryteria, gazety wypadły z gry. – Uznałem, że to musi być ktoś, kto cudownie myśli.

Problemem podzielił się z przyjacielem Jackiem Głąbem, dyrektorem Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Dwa dni później odebrał od niego telefon: - Słuchaj mam dziewczynę, którą spotkałem u siebie na warsztatach. Zaproś ją.

Zaprosił. - Zadałem dwa pytania i wiedziałem, że to ona. A gdy okazało się, że Alina Moś-Kerger jest ze Świętochłowic, nie było już odwrotu. Bo Jan Tomaszewicz uwielbia Śląsk. – Macie w sobie coś takiego, czego nam brakuje.

Nie sprecyzował, co mamy. On miał tekst i reżysera, nie było scenografii. Musiała być funkcjonalna, bo „Ony” to wędrówka głównego bohatera przez życie. Tu po raz pierwszy Śląsk odwdzięczył się za dyrektorskie uwielbienie. – Pomyślałam, że odpowiedni będzie plac zabaw. Konstrukcję mam w małym palcu – przyznała Alina Moś-Kerger. - Jestem mamą dziewczynki – niemowlęcia, która jest tu ze mną i czteroletniego chłopca. Na placach zabaw spędzam dużo czasu. Na nich jest jak w życiu, im większą przeszkodę się pokona, tym większa frajda.

Po raz drugi Śląsk odwdzięczył się dyrektorowi muzyką do przedstawienia. To piosenki młodego zespołu z Zabrza The Dumplings. - Nie napisali ich specjalnie dla nas – wyjaśniała reżyser - Znalazłam te utwory w Internecie, zaczęłam googlować zespół i czytać o nim. Nawiązałam kontakt, zgodzili się na wykorzystanie ich muzyki w spektaklu.

Nie wiemy czego śląskiego brakuje w Gorzowie – mieście Stali – utytułowanego klubu żużlowego. Tak samo, jak nie wiemy czy poza nim możliwe byłoby takie rozwiązanie kłopotu reżysera z nadmiarem postaci. W tekście „Onego” jest ich 55, z różnych światów – zwierzęcego, roślinnego, bajkowego, ludzkiego. Po reżyserskich cięciach zostało kilkanaście. Co zrobić, by widz mógł skupić się na ich rozmowie, zamiast zastanawiać się za co lub kogo przebrany jest aktor? Odpowiedź: plastrony - kamizelki w jakich jeżdżą żużlowcy - nałożyć na maksymalnie proste kostiumy. W spektaklu nie ma na nich numerów startowych, są nazwy postaci (na przykład „landrynka”, „biedronka”).

I to już cały przepis. Może jeszcze szczegół. Przed rozpoczęciem prób dyrektor powiedział do aktorów: „Będzie ciężko, ale musimy.” Wspominając to w klubie festiwalowym zwracał się do widzów: - Obcujecie ze sztuką współczesną, więc wiecie - jak nie ma przekleństw – sztuka jest kiepska. W naszej ich nie ma, przełamaliśmy pewien sposób myślenia.

Wojciech Cydzik