RZECZ TO O TYM, JAK CZEŚNIK Z REJENTEM SPOTYKA SIĘ POD GOŁYM NIEBEM (o naszym spektaklu w  Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie.)

„Zemsta”... Treści najsłynniejszego dzieła Aleksandra Fredry nikomu przypominać nie trzeba. Wspomnieć jedynie warto, że zobrazowany w niej konflikt Cześnika Raptusiewicza z Rejentem Milczkiem oparty jest na kanwie autentycznych porachunków dwóch Panów, o których żywo dyskutowała polska szlachta w XVIII stuleciu. Inscenizacja tego utworu w wykonaniu Teatru Nowego w Zabrzu (w reż. Zbigniewa Stryja) odbyła się tym razem w nietypowej scenerii Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie.

Choć dzień rozpoczął się zachmurzonym niebem, to popołudnie, jakby na zamówienie rozbłysło słonecznymi promieniami. Miało to duży wpływ na to ulotne i niepowtarzalne wydarzenie teatralne, którego przegapić nie było wolno nikomu, kto pasjonuje się teatrem.

„Zemsta” w skansenie pozwala inaczej spojrzeć na sztukę teatralną, która grana pod chmurką, wśród zabytkowych chat i w asyście polnych świerszczy, daje niepowtarzalną możliwość obcowania z żywym słowem na otwartej przestrzeni, nie ograniczonej teatralnymi ścianami i kurtyną.

Kiedy rozpoczął się spektakl, rozmowy widzów cichły, miejsce przestało być tylko alejką spacerową – klasyczne przedstawienie teatralne dzięki naturalnemu otoczeniu przeistoczyło się w niezapomniane widowisko artystyczne. Był to prosty pomysł na przeniesienie spektaklu w plener, ale w tej scenerii prostota stała się jego siłą.

Oprócz pochwały dla aktorów, za fantastyczne odnalezienie się w nieco odmiennej przestrzeni, niewątpliwe na uznanie zasługuje realizator oświetlenia, przed którym było bardzo trudne zadanie ustawienia świateł w dzień, by później fenomenalnie zagrały w nocy. Udało mu się to rewelacyjnie, dzięki czemu przedstawienie po zmierzchu zyskało soczystą zieleń naturalnych drzew i pięknie podkreślony w tle zachód prawdziwego słońca, a aktorskie kostiumy przyciągały podwójną głębią aksamitu.

Przedstawienie dobiegło końca, wszystko odbyło się tak, jak to było zaplanowane. Nawet deszcz, którego się obawialiśmy, ominął nas szerokim łukiem, a gromy jednak się posypały, ale gorących braw z widowni.

Myślę, że takie plenerowe doznania artystyczne pozostają bardzo długo w pamięci widzów, zarówno tych, którzy świadomie kupili bilety jak i tych, którzy przystanęli na moment i zostali z nami do końca.

Bardzo dziękujemy Górnośląskiemu Parkowi Etnograficznemu w Chorzowie za możliwość zrealizowania tej wspólnej teatralnej przygody, która po raz kolejny udowodniła, że dla sztuki, tej przez wielkie „S” nie ma granic.


tekst: Katarzyna Gatner

zdjęcia: Maciej Puk

G A L E R I A